Miały być kary dyscyplinarne, były uniki

07.11.17 | 00:00

Komendanci dolnośląskiej i wrocławskiej policji, choć zostali odwołani ze swoich stanowisk w związku z okolicznościami śmierci Igora Stachowiaka, przez kolejne pół roku byli zatrudnieni w policji. Jeden z nich jeszcze przez rok będzie otrzymywał pełne wynagrodzenie.

Wszczęte przeciwko nim śledztwo dyscyplinarne okazało się nieskuteczne. Komendanci nie stawiali się nawet na przesłuchaniach. - Obwinieni stosowali różne uniki, aby nie odpowiedzieć dyscyplinarnie, m.in. przedstawiając wydane przez lekarzy zaświadczenia lekarskie - tłumaczył Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji.

W maju 2016 roku na komisariacie Wrocław-Stare Miasto, Igor Stachowiak po przesłuchaniu został wyprowadzony do toalety. Rozebrany bez spodni i bielizny był rażony paralizatorem przez kilku policjantów. Funkcjonariusze zostali zwolnieni z policji i usłyszeli zarzuty prokuratorskie. Są oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad osobą pozbawioną wolności.

O tym, co działo się na komisariacie we Wrocławiu mieli wiedzieć komendanci, wobec których policja próbowała wszcząć postępowanie dyscyplinarne.