New Warsaw - made in Wrocław

24.11.14 | 09:02

Dla nich PRL jest niczym powstanie styczniowe - historią, o której uczą w szkole. Nie mają kompleksów pokolenia swoich rodziców, którzy na pierwszego "malucha" zarabiali na "saksach u bauera". Znają języki, podróżują po świecie i mogliby pracować w Tokio czy Los Angeles. Dlaczego są we Wrocławiu i reaktywują legendę polskiej motoryzacji, budując Nową Warszawę, czyli New Warsaw Wratislavia?

O projekcie New Warsaw Wratislavia jest głośno w polskim światku motoryzacyjny. Supernowoczesny samochod za 1,5 mln zł rozpala wyobraźnię. W październiku ruszyły prace przy gotowym samochodzie. Jest już stalowa rama, zamontowany silnik i zawieszenie. Gotowe są nadwozie z maską i drzwiami. Wszystko jest objęte tajemnicą i efektów nie można podpatrzeć.

- Nie obyło się bez niespodzianek. Silnik okazał się o 15 cm za wysoki i trzeba było podwyższyć maskę. Teraz możemy się tym już przejechać - mówi Michał Koziołek, pomysłodawca całego przedsięwzięcia.

Oprócz niego w projekcie New Warsaw Wratislavia są: Michał Puchalski i Adam Mally, studenci wrocławskiej architektury, Łukasz Myszyński student wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, Dawid Ozga, Jacek Śniadecki, Jacek Bodziony i Zbigniew Żelazny.

Średnia wieku - 26 lat. Znają języki, podróżują po świecie. Swoje marzenia mogliby realizować w USA i zarabiać dziesiątki tysięcy dolarów. Mieli kilka ciekawych propozycji. Były rozmowy z szefem marketingu w Royc-Royce. Milioner z USA, właścicieli firmy produkującej silniki samolotowe, powiedział - chłopaki, jak wam tu nie wyjdzie, u mnie praca na was czeka. Ale oni nie chcą wyjeżdżać z Wrocławia: - Jeżeli tu sobie poradzimy, to damy radę wszędzie. No chyba, że pojedziemy do Ugandy. Nie... Tam też dalibyśmy radę - śmieją się.

- Może to zabrzmi górnolotnie, ale jesteśmy patriotami i chcemy, by nasz kraj się rozwijał. Nasi dziadkowie walczyli o Polskę, a my dziś mamy uciekać? - pyta Michał.

Otwarty na media, chętnie opowiada o Nowej Warszawie. Wie, że w ten sposób mają reklamę, ale i rośnie grono tych, którzy patrzą im na ręce. Są i tacy, którzy widząc projekt, stukają się w czoło, ale oni wiedzą swoje. Żartują, że jak trzeba będzie, to sprzedadzą nerki, ale Nowa Warszawa będzie jeździć.

- Już nie możemy się wycofać, za wiele osób nas śledzi. Jak zobaczą, że nam nie wyjdzie, to stracą wiarę, że można w Polsce coś zrobić. Więc zaciskamy zęby i idziemy do przodu - mówi Michał.

Pracują nieraz po 20 godzin dziennie, nie zarabiając ani złotówki. Jak mówią, mogą sobie na to pozwolić, bo nie mają na razie żon, dzieci i rodzinnych zobowiązań, a ci, co je mieli, są już po rozwodzie. W projekt wkładają wszystkie oszczędności. Wspólnie prowadzą biuro projektowe. Przyjmują zlecenia od mebli i lamp, po rowery i motocykle. Na obecnym etapie projekt kosztował ok. 2 mln zł.

Czy projekt to żart?

Na początku problem był z gotówką. No bo kto da 200 czy 300 tysięcy młodym ludziom na ich marzenia? Teraz firmy chętne do współpracy przychodzą same. Pomógł medialny szum wokół projektu.

- Zadzwonił z Belgii Polak, który prowadzi tam duża firmę, i zapytał, czy nasz projekt to żart, a jeżeli nie, to ile potrzebujemy pieniędzy. Powiedziałem 250 tysięcy złotych i teraz jest moim wspólnikiem w spółce - opowiada Michał.

Syrenka dała kopa

Nowa Warszawa zaczęła się od Syrenki na Euro 2012. Pomalowany w barwy narodowe samochód z 3-litrowym, 300-konnym silnikiem zbudowali od podstaw.

Syrenka dała im "kopa" do dalszych działań. Uwierzyli, że mogą zrobić więcej, i zabrali się za Warszawę. Projekt zajął cztery miesiące. Najważniejsza była główna bryła i zewnętrzne wymiary. Wrocławska firma e-Prototypy (obecnie Materialise) z Wrocławskiego Parku Technologicznego przygotowała wydruk 3D w skali 1:15. To był przełomowy moment, bo model można dotknąć i poprawić niedoróbki.

Następny był już model 1:1, jego wykonanie zajęło pięciu osobom z zespołu 20 000 godzin pracy, czyli mniej więcej cały rok. Skończyli go w maju tego roku. Bryła ze styropianu pokryta została włóknem szklanym i żywicą. W marcu Nowa Warszawa była hitem targów Motor Show. Później była wystawiona w hotelu Hilton w Warszawie, a w sierpniu model luksusowej Warszawy można było zobaczyć w centrum handlowym Sky Tower.

- W tym projekcie zależało nam, by stworzyć swój design, a więc wszytko, co widoczne jest gołym okiem, jest nasze. Resztę możemy zapożyczyć. Wiedzieliśmy, że nie odkryjemy Ameryki i nie zrobimy swojego silnika, układu kierowniczego czy zawieszenia.

Serce z BMW

W nowej Warszawie sercem jest BMW M5, z niewielkim przebiegiem. Wszystkie elementy po renowacji będą jak nowe. Z 545-konnego silnika wolnossącego V10 wyciągną ponad 600 koni. Do tego 7-biegowa automatyczna skrzynia biegów i napęd na tył. Prędkość ponad 300 km/h. Karoserie i wnętrze robią sami. Detalami zajmują się polskie firmy. W środku ma być bez kompromisów, luksusowo i "po polsku", będą więc elementy z dębu i bursztynu.

Na liście potencjalnych kupców osiem nazwisk jest z Polski, nieoficjalnie mówi się o jednym wrocławianinie, pozostali chętni pochodzą z Emiratów Arabskich, Japonii, Australii, Kanady. Nowa Warszawa może kosztować, ok. 1,5 mln zł, czyli jakieś 300 tys. euro. Dla bogatych to nie są duże pieniądze. Jak się uda, to takich samochodów w ciągu kilku lat ma być zaledwie 11.

- Jeden z klientów powiedział, że jak jedzie do Monako Ferrari, to irytuje go, gdy widzi przed hotelem dziesięć takich samochodów, a on chce mieć coś wyjątkowego. Nowa Warszawa będzie niepowtarzalna - śmieje się Michał.

Kiedy koniec?

Projekt miał być już ukończony, ale pojawiają się nowe możliwości, więc autorzy wolą poświęcić dodatkowe miesiące, by zrobić wszystko w lepszej jakości. Nie chcą mówić o końcowych terminach.

- Można zrobić, sprzedać i pojechać na długie wakacje na Kanary, ale nam nie o to chodzi. W planach mamy kolejny projekt, elektryczny samochód do 1000 sztuk rocznie. W całości ma być polską myślą techniczną. Przez sprzedaż Warszawy będziemy mieć kapitał. Może ktoś powie tak - "chłopaki dali radę, nie ma się do czego przyczepić", więc łatwiej będzie nam rozmawiać z inwestorami.

 

wroclaw.pl