"Koci zakątek" karmi, leczy i pomaga znaleźć dom

26.01.15 | 11:05

Nie wiadomo dokładnie, ile we Wrocławiu jest wolno żyjących kotów. Szacuje się, że nawet kilkadziesiąt tysięcy. Ich los nie należy do najłatwiejszych. Często są przeganiane, bite i głodzone. Mieszkańcy nie doceniają, jak bardzo są pomocne w walce z gryzoniami. Za wrocławskimi kotami wstawia się fundacja "Koci zakątek".

Jedno z wrocławskich podwórek. Na murku, przy śmietniku wyleguje się bury kot. Gdy tylko zauważa ruch przy kubłach, pręży się i skacze. Po chwili szamotaniny wychodzi zadowolony. Jednego szczura mniej w okolicy. Gdy jednak kota zauważa mieszkaniec jednego z mieszkań, zaczyna krzyczeć i płoszyć zwierzaka. Kot w popłochu chce schronić się w piwnicy. Okienka zamknięte są jednak na głucho. Zwierzak ucieka więc w stronę ulicy. Taka sytuacja zdarza się we Wrocławiu często. Bardzo często. Takim kotom chce pomagać fundacja "Koci zakątek".

Pomagają kotom, edukują ludzi

- Nasze działania to przede wszystkim wyłapywanie bezdomnych czy też, inaczej mówiąc, wolno żyjących kotów do sterylizacji czy leczenia. A potem opieka nad nimi po zabiegu, zanim nie wydobrzeją i w dobrym zdrowiu będą mogły wrócić w swój rewir - mówi Iwona Nadolska z fundacji. - Szukamy też domów stałych dla zwierząt zabranych z miejsc, gdzie mają małe szanse na przeżycie. A także tych oswojonych porzuconych przez właścicieli - dodaje. Wolontariusze wspierają także karmicieli i starają się swoimi działaniami edukować ludzi o prawach zwierząt i, co za tym idzie, obowiązkach zarządów i spółdzielni mieszkaniowych wobec wolno żyjących kotów. - Organizujemy zajęcia w przedszkolach, wykłady czy też spotkania z zarządcami i mieszkańcami - mówi Nadolska.

Potrzebni odpowiedzialni wolontariusze

Obecnie w fundacji pracuje pięcioro wolontariuszy. Interweniują także w przypadkach łamania praw zwierząt. Z roku na rok liczba kotów objętych opieką fundacji wzrasta. W zeszłym roku wolontariusze uratowali blisko 300 kocich istnień. Obecnie w domach tymczasowych przebywają 82 koty, na leczeniu i w oczekiwaniu na adopcję. - Wolontariat  wymaga dużo poświęcenia, czasu i cierpliwości, zarówno do zwierząt, jak i do ludzi. Jesteśmy otwarci na współpracę i każda para odpowiedzialnych rąk jest mile widziana. Najbardziej potrzebne są jednak domy tymczasowe, czyli miejsca, gdzie kot zabrany z ulicy może poczekać do czasu adopcji lub gdy odzyska zdrowie i będzie mógł powrócić w swój rewir - dodaje Iwona Nadolska.

Pieski koci los

Wolno żyjącym kotom w mieście jest bardzo ciężko, są narażone na śmierć, cierpienie z rąk ludzi, głód, choroby. Kotki nie znajdują bezpiecznych miejsc, gdzie mogłyby urodzić i wychować kocięta. Rodzą na blokowiskach koło śmietników, gdzie małe nie mają szans na przeżycie. - Dorosłego wieku dożyje tylko około 10% z nich. Miasto coraz bardziej się betonuje, znikają bezpieczne miejsca dla kotów. W przeciągu ostatnich czterech lat populacja kotów na Starym Mieście zmniejszyła się o połowę. Nie ma tam prawie bezpiecznych podwórek, dostępnych piwnic - martwi się wiceprezes fundacji. - Panuje przekonanie, że koty sobie poradzą. Nie zrobią tego bez naszej pomocy. W tym rejonie podejmujemy bardzo dużo interwencji. Najczęściej koty nowym zarządcom, którzy budują luksusowe biura, sklepy, restauracje nie pasują do krajobrazu. One nie znikną, nie przeniosą się, bo nie mają dokąd. Tymczasem w tym rejonie pojawia się za to coraz więcej nowych mieszkańców - szczury. Ich populacja proporcjonalnie wzrasta wraz z zmniejszeniem drastycznym populacji kociej - wylicza Iwona Nadolska.

Zadania na 2015 rok

- Nasze plany są skoncentrowane na realnej i fizycznej pomocy kotom w mieście, czyli interweniowanie, rozmowy z zarządcami, wyłapywanie do sterylizacji, leczenia, zabieranie kociąt i dorosłych z miejsc, gdzie nie mają szans na przeżycie. Średnia długość życia na ulicy to trzy lata. W warunkach domowych, mogą przeżyć nawet 18-20 lat. Miasto nie jest przyjaznym miejscem dla kotów wolno żyjących. Działamy, żeby to zmienić - dodaje Nadolska.

Agresja z niewiedzy

Z doświadczeń wolontariuszy wynika, że najczęstszą przyczyną ludzkiej agresji do kotów czy też zarządców, czy samych mieszkańców, jest brak podstawowej wiedzy na temat praw zwierząt, czystości kotów i niezgoda na ich rozmnażanie się na danym terenie. Bardzo często pomoc ze strony fundacji w postaci mediacji i wyłapania do sterylizacji rozwiązuje ten problem. W danym rejonie zostaje część kotów, które nie będą się już rozmnażać, a są potrzebne w walce ze szczurami. Zarządcy powinni chronić je i opiekować się nimi, lecząc, stawiając specjalne budki czy też udostępniając piwnice. - Musimy uświadomić ludziom, którzy tępią koty, że to nie wrogowie, tylko potrzebni sprzymierzeńcy w walce ze szczurami. To będzie dobry początek, żeby we Wrocławiu koty były bezpieczne - dodają miłośnicy tych sympatycznych zwierząt.

 

wroclaw.pl