Najpopularniejsze artykulu
Bezmyślni Policjanci z wrocławskiej drogówki! Materiał interwencyjny [WIDEO]
13.01.15 | 17:57

We Wrocławiu, jak w każdym dużym mieście w godzinach popołudniowego szczytu komunikacyjnego są korki. Kierowcy ich nie znoszą, ale niewiele mogą na to poradzić. Jednak wielu kierowców życzyłoby sobie i chciałoby, aby w newralgicznych miejscach, w których korki są właściwie codziennie stał patrol policji, który pomagałby w rozładowaniu natężenia. Do podobnego wniosku doszła wrocławska drogówka, która w wielu miejscach Wrocławia kieruje ruchem. Policjantów mogliśmy dziś spotkać na Kazimierza Wielkiego, na placu Kościuszki oraz Oławskiej- ich praca faktycznie znacznie poprawiła płynność ruchu. Jednak nie wszystkim policjantom chce się rzetelnie wypełniać swoje obowiązki....

Dziennikarz serwisu eWroclaw24.pl zarejestrował dzisiaj bardzo interesujące zdarzenie. Spotkał policjantów Wydziału Ruchu Drogowego na Placu Wróblewskiego. Najprawdopodobniej ich zadaniem w tamtym rejonie było rozładowanie gigantycznego korka, który utworzył się zaraz na zjeździe z estakady, na Placu Powstańców Warszawy. Jest to miejsce wyjątkowo nielubiane przez wrocławian, ponieważ łączą się tam dwie drogi w jedną, a kawałek dalej są światła, które zatrzymują zarówno tych zjeżdżających z estakady, jak i tych jadących pod nią- w konsekwencji powodując zakorkowanie całego odcinka.

Nasz dziennikarz wykazał się normalną, obywatelską postawą i poprosił policjantów drogówki, którzy stali obok radiowozu na pl.Wróblewskiego, aby Ci zwrócili swoją uwagę na gigantyczny korek po ich prawej stronie. Policjanci ewidentnie byli rozleniwieni i nie chciało im się pracować, nie zamierzali więc ruszać się z miejsca, swoją postawę tłumacząc tym, że ich zadaniem jest monitorowanie skrzyżowania i nikt nie kazał im kierować ruchem.  Dalszą część zdarzenia dziennikarz zarejestrował kamerą. Poniżej zamieszczamy materiał z całego zajścia. Oprócz tego, że policjanci nie mieli ochoty kierować ruchem, to jeszcze popełnili wykroczenie- stali z włączonym silnikiem na terenie zabudowanym. Kiedy dziennikarz zwrócił im uwagę od razu włączyli światła pozycyjne oraz koguty na radiowozie i wyjaśniają, że wykonują interwencję. Całą ocenę zdarzenia pozostawiamy Państwu:

RED 

 
GROZNY POZAR W CENTRUM WROCLAWIA!
31.01.13 | 16:05

Wczoraj w scislym centrum miasta doszlo do bardzo groznego pozaru. Palily sie butle z acetylenem na placu budowy na przeciwko poczty przy Dworcu Glównym PKP.  Teren zostal ogrodzony w promieniu 100 metrów. Zamkniete zostaly ulice Pilsudskiego, Dworcowa i Malachowskiego. Ewakuowani zostali mieszkancy  jednej z kamienic i dwóch bloków przy ul. Dworcowej. Acetylen jest gazem latwopalnym wykorzystywanym do spawania. Jak udalo nam sie dowiedziec plonely  3 z 10 butli, Akcja polegala na schladzaniu pozostalych butli, zeby nie doszlo do wybuchu. Strazacy rozwazali ewakuacje kolejnych budynków, gdyz trudno bylo okreslic, jaki bylby zasieg ewentualnego wybuchu. W okolicy wystapily duze utrudnienia w ruchu i tworzyly sie ogromne korki. Tramwaje jezdzily objazdami. Pasazerowie kilku z nich, które byly najblizej pozaru zostali ewakuowani z powodu zagrozenia wybuchem. Ponizej film z miejsca zdarzenia:

RED

MACH

BAR

 
Gwałt, brutalny mord i sprawca nieuchwytny przez 20 lat
04.10.17 | 12:45

Miłoszyce - niewielka miejscowość w okolicach Wrocławia. 20 lat temu w czasie sylwestrowej zabawy zamordowano tu 15-letnią Małgosię Kwiatkowską. Mordercy wyprowadzili ją z dyskoteki, znęcali się nad nią i wielokrotnie zgwałcili na podwórku sąsiadującym z miejscem zabawy. Małgosię porzucili w śniegu. Była naga, pogryziona i brutalnie pobita. Nie przeżyła mroźnej sylwestrowej nocy. To było jej pierwsze samodzielne wyjście, na które zgodzili się rodzice.

- Śledztwo trwało bardzo długo, cały czas się z tym męczyliśmy. W końcu jeden sprawca został zamknięty do więzienia, a wszyscy wiemy, że było trzech sprawców - mówi Krzysztof Kwiatkowski, ojciec zamordowanej Małgosi Kwiatkowskiej i dodaje: - Jeden z policjantów, który teraz przy sprawie pracuje, powiedział jedno zdanie: "po prostu trzeba było chcieć". I wyszło. Siedzi drugi sprawca. Niech ta sprawiedliwość zadziała.

Pierwszy sprawca został zatrzymany po siedmiu latach od zbrodni dzięki portretowi pamięciowemu. Skazano go na 25 lat więzienia. Jego DNA zgadzało się ze śladem DNA zabezpieczonym na miejscu zbrodni. Sprawców było najprawdopodobniej trzech, ale prokuratura po wyroku skazującym zaniechała dalszego śledztwa.

Po 20 latach, jeden z miejscowych policjantów, któremu sprawa nie dawała spokoju, wrócił do akt sprawy i ponownie je przeczytał. W ich pierwszym tomie odnalazł drugiego podejrzanego. 20 lat po zbrodni Prokuratura Regionalna we Wrocławiu podjęła umorzone śledztwo i zdecydowała o ekshumacji Małgosi.

- Zasada, że morderca znajduje się w pierwszym tomie akt, w tym wypadku się sprawdziła - mówi Robert Tomankiewicz z Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. Według niego to, że od zbrodni minęło 20 lat, nie pomogło w wyjaśnianiu okoliczności zabójstwa. - Przy tej sprawie narosło wiele mitów, baśni, legend, które dzisiaj my musimy wyjaśnić. Z tego kłębka informacji, które są nieprawdziwe, półprawdziwe, musimy wyciągnąć tę prawdę - mówi.

Małgosia na zabawę sylwestrową poszła z koleżanką. Na dyskotece było ok. 300 osób. Już po znalezieniu martwej dziewczyny, policja przesłuchała większość z nich. Jeden z mężczyzn, Ireneusz M., zeznał wówczas, że pamięta Małgosię. Opisał, jak się bawiła i w co była ubrana. Jednym z elementów stroju, które wymienił, były białe skarpety. To zadecydowało o jego aresztowaniu 20 lat po zbrodni.

- Porównaliśmy ten opis ze sposobem, w jaki była ubrana Małgorzata Kwiatkowska tego dnia. Tylko sprawca mógł wiedzieć, że miała ona białe skarpetki pod getrami i pod butami. Dla osoby, która widziała ją na dyskotece, te skarpetki były niewidoczne - tłumaczy Robert Tomankiewicz.

Ewa Szymecka, która od 20 lat pomaga rodzinie Małgosi, już dwadzieścia lat temu zwracała uwagę śledczych na Ireneusza M. Jej zdaniem mógł on być jednym z zabójców. Wówczas jednak nikt nie potraktował tego poważnie.

- Nas traktowano jak intruzów - wspomina prawniczka i dodaje, że prowadzący postępowanie ignorowali przemyślenia, wnioski o spotkania i wspólną dyskusję. - Spotykałam się z niewiedzą połączoną z brakiem chęci, by do tego wrócić, żeby się z tym zapoznać, żeby się temu bliżej przyjrzeć. Dlatego to śledztwo przebiegało bardzo źle - mówi Ewa Szymecka.

Na zeznania Ireneusza M. uwagi nie zwrócił żaden z prowadzących śledztwo prokuratorów. Nawet wtedy, gdy - już po zabójstwie Małgosi - mężczyzna był skazywany za gwałty na innych kobietach. Wszystkich dokonał w pobliżu Miłoszyc. Nikt nie powiązał mężczyzny ze zbrodnią na 15-latce.

Czy to możliwe, że gdyby ktoś wcześniej dokładnie przejrzał pierwszy tom akt, do kolejnych gwałtów by nie doszło? - Nie możemy tego wykluczyć - mówi Robert Tomankiewicz.

Ireneusz M. to 41-letni mężczyzna. Z Tomaszem K. który został skazany na 25 lat za morderstwo dziewczyny, najprawdopodobniej wcześniej się nie znał. Podejrzany mieszkał niedaleko Małgosi Kwiatkowskiej. W momencie wznowienia śledztwa w sprawie zabójstwa dziewczyny siedział w więzieniu skazany za jeden z wielu gwałtów. Rozmawialiśmy z jego matką, Romualdą Matuszak.

Kobieta twierdzi, że zajmowała się synem najlepiej, jak mogła. Przyznaje, że pod wpływem alkoholu zdarzało mu się ją denerwować, ale nie znęcał się nad nią fizycznie. - Ewentualnie czymś tam rzucił, ale nie bił - mówi. Jak dodaje, nic nie wskazywało na to, że jej syn może mieć dziwne skłonności seksualne. - Nie zauważyłam nic po nim. On nigdy wcześniej tego nie miał - twierdzi. Według niej Ireneusz M. nie był sprawcą zbrodni. - Wydaje mi się, że coś by kiedyś wspomniał, czegoś by się bał. Nawet jak siedział, mówiłam, że będą wznawiali, to [mówił - red.]: "a co mnie to obchodzi" - mówi Romualda Matuszak.

- Ireneusz M. jest osobą, która nigdy do niczego się nie przyznała. Nie zakładamy, aby było inaczej w tej sprawie - mówi Robert Tomankiewicz. - Jego ewentualne oświadczenia procesowe są dla nas obojętne, bo dysponujemy bardzo mocnym materiałem dowodowym - zaznacza.

- Miałam mordercę pod samym domem. Mijałam się [z nim - red.], mijałam jego dom, jego rodzinę. Oni mnie może znali, ja ich nie - mówi pani Jadwiga.

- My nie będziemy tą sprawą żyli dalej. Będziemy żyli jedną rzeczą: że nie ma Małgosi. Dziecko nam zostało w bezczelny [sposób - red.], na oczach setki ludzi zamordowane, zamęczone. Tego nikt nam nie odbierze - dodaje pan Krzysztof.

Śledczy prawdopodobnie tym razem zakończą postępowanie ostatecznie. Chcą wyjaśnić sprawę śmierci 15-letniej Małgosi do końca i ukarać wszystkich sprawców zbrodni.

 

 
Tańsze bilety lotnicze do Warszawy
09.08.14 | 11:35

Ryanair pochwalił się dzisiaj ofertą dnia. Linie lotnicze proponują bilet na przelot z Wrocławia na lotnisko Warszawa-Modlin za 39 zł. Bilety na wrzesień, październik i listopad można zarezerwować w takiej cenie jeszcze do niedzieli. 

Jeszcze nigdy lot do Modlina nie był tak tani. Cena 39 zł, zawiera przelot dla jednej osoby w jedną stronę, opłaty i podatki, zatem pasażerowie, którzy podróżują tylko z bagażem podręcznym i nie korzystają z opcji wyboru miejsc lub pierwszeństwa wejścia na pokład, mogą zarezerwować bilet za cenę podaną w naszej ofercie. 

Tanie loty musza zostać zarezerwowane na stronie www.ryanair.com do niedzieli, (10 sierpnia), przed północą (24.00).

 

wroclaw.pl

 
Pierwsza ofiara smiertelna swinskiej grypy
09.01.13 | 17:01
We Wroclawiu zmarla jedna osoba zarazona wirusem AH1N1. Mezczyzna lezal w Szpitalu Klinicznym przy ul. Curie-Sklodowskiej. W placówce  w sumie chorych bylo 5 osób. 4 pacjentów nadal przebywa na oddziale intensywnej terapii. Trwaja tez badania chorych z innego szpitala. W ciagu ostatniego tygodnia na grype zachorowalo ponad 7 tysiecy osób na Dolnym Slasku, czyli ponad trzykrotnie wiecej niz w ostatnim tygodniu grudnia. Wirus A/H1N1 jest zaliczany do tzw. grypy sezonowej. Lekarze podkreslaja, ze nie mozna bagatelizowac nawet pierwszych objawów choroby. 
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>